Pradawna legenda związana z jeziorem Świteź głosi, że przed jego powstaniem mieściło się na jego miejscu niebywale urodziwe miasto. Gdy teren nowogródzki nawiedzili najeźdźcy, z przyczyn oczywistych wszyscy mężczyźni, niezależnie od wieku i pełnionej profesji wybyli z miasta, by bronić swojego dziedzictwa. W grodzie pozostały więc wyłącznie bezbronne kobiety i córki. Najwyraźniej męska część populacji nie poradziła sobie z atakującymi, gdyż niebawem obcy stanęli przed bramami miasta. W ostatniej chwili, gdy schronieni za wątłymi miejskimi murami Świtezianie przygotowywali się już na nieuchronną zagładę podobno zdarzył się cud – miasto zniknęło pod rozstępującą się ziemią, jak gdyby matka natura nie chciała oddać go złoczyńcom. Teren zalała woda, tworząc znane nam dzisiaj jezioro, uważane, podobnie jak dawna mieścina za niezwykle piękne, a jego przejrzystą taflę pokryły niespotykane dotąd rośliny. Chodzi tu o lobelię jeziorną, zwaną potocznie car-zielem, gatunek charakterystyczny dla akwenów lobeliowych, powstających na obszarach atlantyckich. Co oczywiste, Świteź nie leży w takim obszarze, stąd skłonność miejscowej ludności do wzmożonej produkcji podobnych historii.